UWAGA!

Jest to blog z opowiadaniem o tematyce yaoi z elementami BDSM. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.

Komentarze wulgarne lub obraźliwe będą usuwane.

Ogłoszenia:

-

sobota, 27 września 2014

Rozdział 4

Ten rozdział jest troszeczkę krótszy niż pozostałe, ale mam nadzieję, że końcowa scena to wynagrodzi ;)
(+ rozdział szybciej jako wynagrodzenie tego całego zamieszania)



Aki czuł, że odwiedzenie pająka nie będzie dobrym pomysłem, jednak był na tyle ciekaw, że uległ pokusie. Tak jak podejrzewał, nie skończyło się to dobrze, a tak mu się przynajmniej wydawało. Właśnie wszedł do sypialni i od razu położył się na łóżku. Nie zaryzykował pójścia do łazienki, mimo że miał ochotę na prysznic. Nie chciał, żeby Katsuo zastał go w takim miejscu. Westchnął i przytulił się do poduszki, zamykając oczy. Nie poleżał tak jednak długo, bo po chwili wrócił Miyamoto.
- Zdejmuj ciuchy - warknął, zamykając za sobą drzwi. Potem podszedł do łóżka i przez chwilę obserwował chłopaka wykonującego polecenie. Kiedy nic już na sobie nie miał, popchnął go na łóżko i uniósł jego biodra, przyklękając obok. Szybkim ruchem rozpiął rozporek i sięgnął po krem stojący na szafce nocnej, którego użył jako lubrykantu. Chwilę potem wszedł w niewolnika i nie przejmując się cichym syknięciem z jego strony, od razu zaczął ruszać biodrami, nic sobie nie robiąc z jego nieudolnych protestów.
Aki zupełnie nie wiedział jak się zachowywać. Nigdy nie został potraktowany w taki sposób, a już szczególnie bez powodu. Na początku trochę go bolało, ale szybko przyzwyczaił się na tyle, że stało się to tylko trochę nieprzyjemne. Mimo tego próbował się wyrwać, ale był mocno trzymany w pasie, więc zupełnie mu się to nie udawało.
W końcu mężczyzna doszedł, lekko wbijając paznokcie w jego skórę, a następnie odsunął się trochę. Dał mu jeszcze jednego, lekkiego klapsa i poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Aki opadł na pościel, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Chciał jak najszybciej wziąć prysznic albo pójść spać; zapomnieć o tym, co się właśnie stało.
Katsuo wrócił po kilku minutach w szlafroku i wyraźnie zauważalnym lepszym nastroju. 
- Jak się czujesz? - zapytał, kładąc się obok.
- Jakoś - mruknął tamten i odwrócił się do niego tyłem. Na chwilę zapadła cisza, przerwana słowami Akiego po próbie objęcia go przez gangstera. - Nie dotykaj mnie, nie teraz, proszę...
- Widzę, że trafił mi się nietykalny romantyk - zakpił Katsuo. - Nie tego się spodziewałeś, co? Myślałeś, że zawsze będzie tak jak ostatnio, że będę się zajmował też tobą? To że pozwalam ci dojść jest aktem mojej dobrej woli. Ty jesteś od zaspokajania mnie, nie odwrotnie. Będzie tak, jak ja chcę, ty nie masz tu nic do gadania.
Szatyn zacisnął mocno powieki, po czym odwrócił się i wtulił w tors mężczyzny. Nie chciał mieć jeszcze większych kłopotów, a to było jedynym, co wymyślił, żeby poprawić mu humor. 
- No dobrze, nie jestem już zły... - mruknął Katsuo, obejmując go. Jego ton jednak zupełnie na to nie wskazywał. 
- Mogę coś zrobić, żeby moje zdanie się dla ciebie liczyło, panie? - zapytał chłopak  po dłuższym czasie.
- To nie takie proste, ale mogę ci podpowiedzieć, że lubię niespodzianki, szczególnie na dole, w lochach. Chyba wiesz o co mi chodzi, Yuki też miał takie pomieszczenie. - uśmiechnął się lekko i zamyślił na chwilę. - Chyba że wolisz sprzątać i gotować, tak jak inni. Jest tylko jedna droga, żeby zasłużyć sobie na moją uwagę; właśnie w taki sposób Jun zdobył moje zainteresowanie. Ty też mógłbyś kiedyś spróbować. Co więcej, mogę ci zagwarantować, że jeśli tego nie zrobisz, szybko się tobą znudzę. Jesteś zbyt pasywny, więc jeśli nadal chcesz taki być, rób to dobrze.
- Postaram się panie... - szatyn powiedział cicho, nie do końca wiedząc o co mu chodzi i odczekał chwilę zanim zapytał - Mogę już teraz iść do Dinesha? Chciałbym zobaczyć ogród.
- Tak, idź. Ale nie chodźcie za daleko, bo się jeszcze zgubicie. 
- Dobrze, panie. Dziękuję - cmoknął go w policzek i poszedł do łazienki, by się umyć i ubrać. Założył cieplejsze ubrania, bo na zewnątrz powoli zaczynało robić się już zimno. 
Pospiesznie przeszedł przez sypialnię, ale przy drzwiach został zatrzymany, przez gangstera leżącego nadal na łóżku.
- Powiedz Dineshowi, żeby przysłał kogoś do sprzątania. Najlepiej Minoru jeśli teraz może. - Chłopak przytaknął i już chciał wyjść, ale tamten jeszcze nie skończył. - Spojrzę na was z balkonu raz czy dwa. Lepiej nie znikajcie na długo z pola widzenia.
- Oczywiście, panie - odpowiedział, a następnie udał się w końcu do pokoju przyjaciela. Zastał go siedzącego na łóżku i czytającego książkę. 
- Możemy jednak wyjść - oznajmił. 
- Świetnie - Dinesh odpowiedział od razu, wstając i odkładając lekturę na bok. - Ubiorę się tylko i możemy wychodzić.
- Katsuo chciał kogoś do sprzątania do swojej sypialni. Mówił, że wolałby Minoru.
- Dobra, to ty poczekaj na dole przed drzwiami, a ja pójdę go poszukać i zaraz do ciebie dołączę.
Aki przytaknął i powoli zszedł po schodach w dół, rozglądając się. Wiedział, że ma chwilę, więc postanowił trochę pozwiedzać. Parter składał się z głównego holu, oraz zawsze otwartej jadalni i kuchni. Było tam jeszcze kilka par drzwi i właśnie je chłopak obrał sobie na cel. Zajrzał za najbliższe z zawodem stwierdzając, że to tylko składzik ze środkami czystości, miotłą i odkurzaczem. Za następnymi była niewielka łazienka, a za kolejnymi całkiem spory, nowocześnie urządzony salon z kominkiem. Miał już nie zaglądać do ostatniego pomieszczenia, znajdującego się tuż przy kuchni, ale postanowił, że najwyżej wytłumaczy się Dineshowi, jeśli ten go przyłapie. Nacisnął na klamkę i jego oczom ukazał się dosyć długi korytarz z trzema parami drzwi. Jedne znajdowały się naprzeciwko niego i miały szybkę, przez co wiedział, że prowadzą na zewnątrz. Szybko do nich podszedł, ale były zamknięte. Przez szkło widać było krótką ścieżkę z krzewami dookoła, a na jej końcu starą, zardzewiałą furtkę. Więc jednak było stąd inne wyjście.

Aki westchnął, wiedząc że na razie nie ucieknie i sprawdził jeszcze pozostałe drzwi. Za jednymi znajdowały się schody w dół, które znikały w ciemności; podobnie było z drugimi. Szatyn pomyślał, że oprócz lochu może być tam też zwykła piwnica.
Wkrótce wyszedł z korytarza i stanął w holu, czekając jeszcze chwilę na Dinesha. Kiedy przybył, poszli razem do ogrodu, wolno spacerując. Brunet zabrał go w ustronne miejsce z paroma ławeczkami i nieczynną fontanną. Usiadł na jej brzegu i przejechał palcami po powierzchni matowej wody. Miał na sobie cienki, jesienny płaszczyk i wiązane buty do kostek. Widocznie nie był przyzwyczajony do takiej temperatury.
- Czy Katsuo często tak się zachowuje? - zapytał cicho Aki, siadając obok niego. - Powiedział, że tak będzie zawsze... że nie będzie się mną przejmował... - przyznał.
- O czym ty mówisz? - zdziwił się Dinesh. - Widziałem, że miał zły humor, ale co on ci takiego powiedział?
- Że... że nie będzie się mną zajmował, wiesz kiedy. I że tylko on się liczy i tak dalej.
- Wkurzyłeś go - stwierdził. - Nie powiedziałby tak, gdyby nie był zły na ciebie. Myślę, że to nie będzie na stałe, a przynajmniej mam taką nadzieję.
- Powiedział też, że jestem zbyt... pasywny. O co mu chodziło?
- To znaczy, że nie wychodzisz z inicjatywą. Pogadaj z Junem, on się na tym zna. Pomoże ci.
- Okej, dzięki... A tak w ogóle to widziałem drzwi z szybą na końcu korytarza - zdecydował się o tym powiedzieć. - Była za nimi furtka... Da się przez nią wyjść?
- Ciężko powiedzieć, nigdy nie próbowałem. I drzwi zawsze są zamknięte.
- Nie wiesz gdzie może być klucz?
- Nie - rzekł Dinesh szybko z dziwnym drżeniem w głosie.
- Wiesz. Widzę, że kłamiesz - Aki westchnął. - Obiecuję, że nie spróbuję uciekać, jak mi powiesz.
- Nie powiem ci, nie teraz. Muszę mieć pewność, że nie uciekniesz. Nie chcę, żeby spotkała cię kara za ucieczkę, jest okropna - wzdrygnął się mimowolnie, mówiąc o tym. - Prawie przy każdym zejściu do lochu pan... znaczy Katsuo pokazuje na te drzwi i mówi gdzie jest klucz. Potem schodzi po schodach i czeka  na to, co wybierzesz. Haczykiem jest to, że jeśli spróbujesz uciec, złapią cię najwyżej po godzinie i wtedy... to się stanie - zamknął oczy. - Dlaczego zawsze musimy o tym rozmawiać? - zapytał. - Nie poruszajmy już więcej tematu ucieczki, proszę.
- No dobrze... - westchnął szatyn i zanurzył palce w wodzie, powoli przesuwając nimi po tafli. W końcu trafił na dłoń Dinesha, ujmując ją i ogrzewając, była bardzo zimna. Widocznie podczas rozmowy zapomniał o niej, nie przejmując się zimnem.
- Dzięki - mruknął, czując ciepło i uśmiechnął się delikatnie. - Niedługo zacznie się twoja pora roku, Aki - powiedział.
- Moja pora roku? A, chodzi ci o imię, tak? - zapytał i zobaczył potwierdzające przytaknięcie. Także uśmiechnął się po tej uwadze. -  A twoje imię coś znaczy?
- Nie wiem, chyba nie. Jest po prostu bardzo popularne w kraju, z którego pochodzę.
- A skąd jesteś?
- Z południa, nie podam ci nazwy, wstydzę się, że stamtąd pochodzę.
- Naprawdę A to dlaczego?
- Bo niewolnictwo jest tam praktycznie legalne - prychnął w odpowiedzi. - Przez to właśnie tu trafiłem. Od kiedy byłem mały, sprzątałem w różnych domach, potem, jak miałem czternaście lat, aktualny właściciel zdecydował, że można mnie sprzedać już do innych celów. Na szczęście trafiłem na kogoś, komu zrobiło się mnie szkoda i wziął mnie znowu do sprzątania. Potem przechodziłem z rąk do rąk i wreszcie jestem tutaj...
- Gdybym tylko wiedział... - szepnął szatyn i przysunął się bliżej, przytulając go mocno. Początkowo wyczuł lekkie spięcie ze strony obejmowanego, ale dosyć szybko minęło, więc nie przejął się tym. Dopiero potem, po odsunięciu się, zauważył, że chłopak lekko drży. - Jest ci zimno? - zapytał, ale gdy dotknął jego dłoni, wyczuł, że jest ciepła. - Może jesteś chory? Masz gorączkę?
- Nie... to nie to... - Dinesh odwrócił wzrok, kierując go na najbliżej stojącą ławkę. 
- To co ci jest?
- Ja... nieważne, to nic takiego - wstał nagle i zaczął powoli iść w stronę domu. Aki podążył za nim, zupełnie nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Ale... - zaczął, kiedy byli na placu przed głównym wejściem. Nie udało mu się jednak dokończyć, bo nagle został przyciągnięty przez przyjaciela i pocałowany mocno w usta. Zanim zorientował się, co się dzieje, zobaczył szybko oddalającą się sylwetkę Dinesha, która po chwili zniknęła za drzwiami.

7 komentarzy:

  1. Bardziej mi się podobał początek od sceny końcowej, ale co kto lubi ;p Nie mogę się doczekać następnego rozdziału XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Anią Kreońską, jakoś tak mi nie pasuje, że Aki z Dineshem.. Ale Katsuo wspaniały, kocham go! Dzisiaj piszę szybko komentarz, bo mam mało czasu, ale czekam na ciąg dalszy, życzę weny i czasu. Dziękuję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mmm słodko:D Ślicznie:***** czekam na ciąg dalszy:) pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy kolejna notka ? proszeeeeeeee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień, dwa... teraz będę dodawać już normalnie, tak jak wcześniej.

      Usuń
  5. Witam,
    Aki nie uciekaj, to się może dla Ciebie źle skończyć.. czyżby Denish cos czuł do Akiego... Katsuo się zdenerwował tym, że ten odwiedził puszka...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń