UWAGA!

Jest to blog z opowiadaniem o tematyce yaoi z elementami BDSM. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.

Komentarze wulgarne lub obraźliwe będą usuwane.

Ogłoszenia:

-

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 1

No i nadszedł w końcu czas na pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że spodobają się Wam nowe postacie i sytuacja. Miłego czytania! :)




- Tak mi przykro, Aki - Ryu miał łzy w oczach, żegnając go.
- Dam sobie radę - szatyn próbował go przekonać, ale nawet sam w to nie wierzył. Stał właśnie po raz ostatni w pokoju Yukiego, wiedząc, że za chwilę mają jechać na targ niewolników. - Przecież nie sprzeda mnie nikomu złemu. Pamiętasz? Sam tak mówiłeś... - zmusił się do uśmiechu.
- Tak... taką mam nadzieję - westchnął i nagle spojrzał na drzwi, wyczuwając obecność swojego pana. Następnie zwrócił wzrok na podłogę.
- Idziemy - powiedział Yuki i wyszedł, nie czekając na niego.
- Do zobaczenia... mam nadzieję - mruknął młodszy z nich.
- Tak, do zobaczenia - przytaknął Aki i wyszedł z pokoju, nie oglądając się za sobą. Po chwili usłyszał przytłumiony przez ściany i odległość szloch. Sam westchnął cicho, powstrzymując się przed płaczem; nie miał pojęcia co go czeka, z kim będzie musiał żyć przez najbliższe miesiące, a może nawet lata... To zupełnie go przytłaczało, a szczególnie to, że nie mógł nic zrobić. Miał tylko nadzieję, że jego przyszły właściciel nie będzie wampirem, aż skręcał się na myśl o tym, co widział poprzedniego dnia, nie chciał mieszkać z kimś takim ponownie.
Niepewnie wsiadł do czarnej limuzyny i zajął miejsce w dużej odległości od Yukiego. Tego dnia mężczyzna miał na sobie czarny, elegancki garnitur, skórzane rękawiczki i kapelusz z małym rondem. Nie założył okularów przeciwsłonecznych, mimo nieprzyjemnych promieni słońca, wdzierających się do samochodu przez szyby. Zamiast tego rozwinął specjalne rolety, zapalając światło, by chłopak też mógł coś widzieć.
Aki złączył dłonie i ruszał nimi nerwowo, nie mogąc ułożyć ich odpowiednio. Kiedy skończył, nagle zaczęła przeszkadzać mu pozycja, w której siedział, więc wiercił się przez chwilę, próbując znaleźć wygodniejszą...
- Aki, nie denerwuj się tak - przerwał mu wampir. - Postaram się, żebyś trafił do kogoś, kto nie zrobi ci krzywdy. A przynajmniej do kogoś, kogo znam - obiecał. Chłopak tylko przytaknął, patrząc w dół.
Jechali przez pół godziny, nie zatrzymując się i skręcając tylko kilka razy. Przez rolety szatyn nie mógł zobaczyć, co jest za oknem, dlatego miał duże trudności ze skupieniem na czymś uwagi. Na szczęście jego pan zajął się czytaniem książki, więc nie obserwował go tak, jak na początku podróży.
Nagle po kilku minutach, samochód zatrzymał się.
- To tu - oznajmił Yuki, odkładając książkę na siedzenie obok. Następnie wysiadł z samochodu, pomagając w tym chłopakowi. Znajdowali się w ciemnej uliczce prawdopodobnie niewielkiego, może nawet opuszczonego miasta. Wszędzie można było dostrzec walające się śmieci, kartony i stare meble. Z każdego niemal budynku odpadał tynk, tworząc niewielką warstwę gruzu na poboczu.
Mężczyzna złapał jego nadgarstek i prowadził przez chwilę, nie rozglądając się dookoła. W tym czasie Aki zaobserwował kilka innych eleganckich samochodów zaparkowanych nieopodal. W końcu weszli po metalowych schodach na małą werandę. Yuki popchnął drzwi, które zaskrzypiały głośno. Przez chwilę szli przez długi korytarz w świetle mrygających świetlówek by dotrzeć do ogromnej, pustej hali. 
- Jesteśmy chyba trochę za wcześnie - mruknął wampir, patrząc na niewielkie podium na środku pomieszczenia. Wzruszył ramionami i pociągnął chłopaka za sobą do bocznych drzwi, zza których słychać było niewyraźne głosy rozmowy. Weszli do środka, a mężczyźni znajdujący się tam spojrzeli na nich, milknąc. 
- Którędy do właściciela? - zapytał Yuki.
- Za tamtymi drzwiami - powiedział jeden, wskazując na inny pokój. - Tam są też wszyscy klienci - dodał. Wampir przytaknął i poszedł we wskazane miejsce, szukając znajomej twarzy. Znajdowali się w wąskim, ale długim pomieszczeniu z dość dobrym oświetleniem. Aki zdziwił się na początku, ale już po chwili wiedział dlaczego tak było. Wzdłuż ściany stało kilkadziesiąt dużych klatek, w których znajdowali się niewolnicy. Były to zarówno kobiety jak i mężczyźni, w dużej mierze młodzi. Ubrani byli różnie, jednak można było podzielić ich na tych, którzy nie mieli na sobie prawie nic i na tych ubranych bardzo elegancko. Część siedziała na podłodze, odcinając się od zaczepek i ogólnego zgiełku dookoła. Inni stali, rozmawiając z potencjalnymi właścicielami i próbując przekonać ich do siebie.
- Tu jesteś - Yuki powiedział w końcu, przerywając obserwacje chłopaka i podchodząc do niskiego mężczyzny z brodą. Uśmiechnął się uprzejmie, na co tamten odpowiedział tym samym. 
- Widzę, że masz towar - zaczął właściciel targu zamiast powitania. - Jaką ustaliłeś cenę wywoławczą?
- Nie jestem w tym dobry, sami go oceńcie. - mruknął, rozglądając się dookoła.
- Tak, no to dobrze... Ej, ty! - krzyknął na osiłka, stojącego z boku. - Zaprowadź go do pustej celi. Ale najpierw... czyżbyś zapomniał, Yuki?
- Ach tak - wampir pokręcił głową, wzdychając cicho i wyjął niewielki kluczyk z kieszeni spodni, odpinając małą kłódkę przy obroży szatyna, a potem zdejmując ją zupełnie.
Potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Aki został zaprowadzony i zamknięty w jednej z klatek, tracąc Yukiego z oczu. Jego klaustrofobia od razu się ujawniła, bo mimo możliwości swobodnego poruszania się w środku, miał wrażenie, że kraty przybliżają się coraz bardziej, odbierając mu zdolność oddychania i logicznego myślenia. Trwało to dla niego wieczność, nim klienci zaczęli podchodzić i go oglądać. Mówili coś, komentowali jego wygląd i sposób zachowania, ale on tego nie słyszał. Był za bardzo skupiony na swoim lęku i ogólnym przerażeniu sytuacją. 
W końcu, po długim czasie, odblokował się na otoczenie, słysząc imię Yukiego. Stał przed nim wysoki, elegancki mężczyzna w garniturze. Miał ciemnozielone oczy i proste, kasztanowe włosy związane w kucyka. Jedyną negatywną rzeczą w jego wyglądzie była szpecąca blizna zaczynająca się na policzku, a chowająca za kołnierzem prążkowanej koszuli.
Aki ruszył się trochę w jego stronę, ale potem wycofał się, patrząc gdzieś w bok. Bał się tego mężczyzny, według niego wyglądał bardzo groźnie z taką szramą na twarzy.
- Właśnie powiedziałem, że znam Yukiego i chciał, żebym cię zobaczył - powtórzył, kiedy zorientował się, że chłopak prawdopodobnie go wcześniej nie usłyszał. Zaobserwował niewielkie przytaknięcie ze strony uwięzionego i uśmiechnął się lekko, całkowicie psując surowy wyraz swojej twarzy. - Jesteś, Aki tak? - zapytał.
- Tak... proszę pana - odpowiedział niepewny, jak powinien się zwracać.
- Masz całkiem dobre... referencje, Aki. A przy tym podobasz mi się. O ile nie kupi cię ktoś w ciągu następnych pięciu minut, ja to zrobię - oznajmił, a kiedy zobaczył, że chłopak zgadza się kolejnym kiwnięciem głowy, poszedł do brodatego właściciela, by dokonać zakupu.
Szatyn nie widział sensu w sprzeciwianiu się. Mimo groźnego wyglądu, uznał mężczyznę za uprzejmego. Jako jedyny z oglądających go, chciał tak naprawdę porozmawiać. Tak mu się przynajmniej wydawało, wcześniej miał trudności ze skupieniem się i być może przegapił kogoś miłego. Miłego? To chyba mało prawdopodobne w takim miejscu. Prychnął cicho pod nosem, wyglądając czy jego nowy właściciel nie wraca. Westchnął, starając się powstrzymać myśl, że zgodził się ze względu na znajomość z Yukim. Sam nie rozumiał dlaczego, ale ufał mu w kwestii wyboru następnego właściciela.
Wkrótce wrócił mężczyzna z blizną w towarzystwie tego samego mięśniaka, który go zamknął. Otworzył klatkę za pomocą klucza i wyciągnął Akiego na zewnątrz, prowadząc go aż do samochodu. Nie była to limuzyna, ale pojazd i tak wyglądał na bardzo drogi.
Szatyn został wepchnięty do środka, a następnie podniósł się z podłogi i usiadł na siedzeniu, widząc jak jego nowy pan daje tamtemu kilka banknotów za fatygę. Po tym wsiadł do środka, siadając obok niewolnika i dając znak szoferowi, by ruszał.
Tym razem chłopak mógł patrzeć na drogę i tym głównie zajął się podczas podróży. Mężczyzna nie zwracał na niego najmniejszej uwagi, czytając gazetę. Kiedy byli już na miejscu, wysiadł pierwszy, a potem zaprowadził go przez dziedziniec do dużego domu. Nie zatrzymując się nawet na chwilę, poszedł z nim na górę do ładnie urządzonej sypialni, zostawiając go w niej samego.
- Poczekaj chwilę - rzucił jeszcze, zanim wyszedł.
Aki miał moment na rozejrzenie się dookoła. Pokój wydał mu się ładny, jednak bardzo nudny i schematyczny, nie było w nim zbyt dużo mebli. Podszedł zatem do okna, by zobaczyć ogród, który mijali. Nawet z wysokości pierwszego piętra wydał mu się ogromny. Cały teren okrążony był wysokim, kamiennym murem z jedną, dużą bramą, którą wjechali.
Z zamyślenia wyrwał go odgłos otwierających się drzwi. Spojrzał tam, dostrzegając młodego chłopaka z długim, czarnym warkoczem, zamiast swojego pana, którego oczekiwał. 
- Jestem Dinesh - powiedział nieznajomy z lekkim uśmiechem i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Jego skóra miała śniady odcień, a rysy twarzy wydały się Akiemu egzotyczne. Brunet miał na sobie ciemnozieloną, lekko prześwitująca bluzkę z krótkim rękawem, szerokie spodnie ściągnięte w kostkach w tym samym kolorze i jasnobrązowe baleriny. Kiedy podszedł bliżej, szatyn zobaczył wplecione w jego warkocz złote, mieniące się z każdym ruchem nitki.
- Pan kazał mi się tobą zająć - wyjaśnił, wprowadzając go do łazienki. Tam, dzięki transparentnej bluzce, chłopak dostrzegł duży tatuaż na jego boku przedstawiający smoka. Jego ogon znikał pod spodniami, ale szatyn był pewien, że jest długi co najmniej do kolana. Jednak tatuaż nie był jedyną rzeczą, którą zauważył; Dinesh miał bardzo dużo blizn po płytkich przecięciach skóry, głównie na plecach.
- Ja jestem, Aki - przedstawił się po chwili, odrywając wzrok od jego ciała.
- Miło cię poznać - brunet uśmiechnął się ponownie i zaczął nalewać wody do wanny. - Mam wyjaśnić ci wszystkie zasady - dodał. - I przy okazji dam ci kilka przydatnych rad, żebyś nie wpakował się w kłopoty - przerwał na chwilę, wlewając olejek zapachowy. - Wskakuj - powiedział i odwrócił wzrok, kiedy Aki rozbierał się i wchodził do środka. - Przede wszystkim, to prawie wszędzie są kamery. Nie zwiejesz, nawet jak bardzo byś chciał. - powiedział i rozejrzał się dookoła, potem usiadł na sedesie i kontynuował. - Tu chyba nie ma żadnej, bo ten pokój nie jest często używany, ale jeśli ty tu zamieszkasz, to możesz się spodziewać kamery w ciągu najbliższych kilku dni - westchnął. - Co do naszego pana... wiesz już coś o nim?
- Nic poza tym, że wygląda jakby był gangsterem. - mruknął Aki, myjąc się gąbką.
- I tu się nie mylisz, pracuje dla mafii - powiedział Dinesh i spojrzał na zszokowanego towarzysza. - Ale to nie wszystko. Ma kilka zasad, których naprawdę nie radzę łamać. Pierwsza i najważniejsza, zawsze wykonujesz jego polecenia, choćby nie wiem jak były okropne. Kara zawsze będzie dużo gorsza. Druga zasada, trochę łączy się z pierwszą,  bo nigdy, przenigdy niczego mu nie odmawiasz. Ale za to możesz podkreślić, że na przykład jesteś zmęczony, źle się czujesz... Pewnie domyślasz się czego najczęściej chce. - Po tych słowach wstał i podszedł do wanny. - Musisz się ogolić.
- Ale ja nie mam zarostu...
- Nie tam, w innych miejscach - poprawił go chłopak i podciągnął nogawkę spodni, pokazując mu gładko wydepilowaną nogę. - Ja byłem na zabiegu laserowym, ale nie wiem czy ty też będziesz miał tyle szczęścia. Wcześniej używałem wosku, okropieństwo. No dobra, zacznijmy od rąk.
- Co? Ręce też? To nie przesada?
- Właśnie z tym wiąże się kolejna zasada, czyli to, że masz wyglądać dla pana ładnie zawsze i wszędzie. Myślisz, że lubię zielony? Albo te głupie złote nitki we włosach? Nie znoszę wplatania ich we włosy po każdym myciu. Ale muszę się podobać panu, więc to robię. Kiedyś powiedział, że złoty pasuje mi do oczu, więc wymyśliłem taki strój, jak mam teraz i bardzo mu się spodobał. - Dopiero po tej uwadze szatyn zauważył, że jego towarzysz ma bursztynowe oczy... albo raczej miodowe, bardzo mu się podobały. - Ale wracając do ciebie... - zaczął ponownie Dinesh i wziął piankę do golenia i jednorazówkę, dokładnie goląc jego ręce od nadgarstków po ramiona. Po każdym przejechaniu maszynką gładził jego skórę, sprawdzając czy czegoś nie pominął. - Teraz wstań - polecił. - Muszę zobaczyć gdzie jeszcze musisz się ogolić. Oczywiście jakbyś miał trudności, ja mogę to zrobić.
- Jasne - mruknął Aki i wstał, rumieniąc się mimowolnie. Chłopak dotknął jego brzucha pod pępkiem i pogładził go delikatnie w dół aż do bioder. - Ej, to łaskocze! 
- Musiałem sprawdzić czy masz tam włoski, w ogóle ich nie widać - tłumaczył się i jego policzki też nabrały kolorów. Po sprawdzeniu jego ud w ten sam sposób, zdecydował co należy zrobić. - Trzeba ogolić całe nogi i miejsca intymne, zrobisz to sam?
- Tak, chyba tak... - wymamrotał szatyn, przypominając sobie jego dotyk podczas depilacji rąk. Wziął maszynkę i zaczął od nóg. 
- O czym powinieneś jeszcze wiedzieć? - zastanawiał się Dinesh na głos. - Ach tak, pan ma też innych chłopców, więc pewnie będzie tobą zainteresowany tylko na samym początku, potem nie będzie cię zapraszał do swojej sypialni tak często. Razem z nami ma pięciu niewolników, nie widuję się ze wszystkimi zbyt często, ale tylko wtedy, kiedy muszę. Wyjątkiem jest Jun, ulubieniec pana. Stara się go zadowolić najbardziej ze wszystkich i ma naprawdę wygodne życie. No może nie licząc pracy, którą musi włożyć w swój wygląd. Nauczył się też zaskakiwać pana, głównie w sprawach łóżkowych. A on bardzo to lubi. Jak będziesz zbyt przewidywalny, szybko mu się znudzisz - zwrócił się wprost do Akiego i obserwował, czy goli się dokładnie. - Jeszcze co do samego pana, to zawsze ma przy sobie broń, prawa kieszeń spodni, lewa wewnętrzna marynarki. Nie radziłbym ich dotykać bez pozwolenia. Ostatnio Jun opowiadał, jak chciał obejrzeć sobie pistolet i wziął jeden, kiedy pan spał. Nie skończyło się to zbyt dobrze, bo nie wierzę, że podobał mu się pistolet w... środku.
Aki syknął cicho, zacinając się na udzie przez usłyszaną właśnie historię. Potem wziął się za podbrzusze, bardzo pesząc się wzrokiem Dinesha. Wiedział jednak, że musi go sprawdzić, więc pozwalał mu na patrzenie. Wkrótce skończył i od razu usiadł w chłodnej już wodzie.
- Ale to nie wszystko... - powiedział brunet i pomógł mu wstać ponownie.
- Jak to nie wszystko? Przecież... cholera... Tam chyba nie dam rady ogolić się sam - jęknął.
- Powiedziałem, że pomogę... - mruknął tylko i popchnął go delikatnie, żeby się pochylił.
- D-dzięki... -  wydukał szatyn, kiedy było już po wszystkim. Chciał się wyprostować, ale poczuł ucisk na plecach. - Co jest? - zapytał.
- To jeszcze nie wszystko - powiedział Dinesh i odszedł na chwilę, szukając czegoś w szafkach w łazience. W końcu wrócił, trzymając przyrządy do lewatywy.
- Cholera jasna - zaklął tylko i westchnął, pozwalając chłopakowi na wszystko, co musiał zrobić.

***

Po wyjściu z łazienki Dinesh podał szatynowi nowe ubrania, z których tamten nie był zbyt zadowolony. Założył na siebie jasne, koronkowe stringi, pończochy i gorset. Na szczęście dostał bardzo delikatny w dotyku, cienki szlafrok by się zakryć, ale to i tak nie sprawiło, że zmienił zdanie o tym stroju. Był jednak zadowolony, że nie musi paradować w tym, co było pod spodem.
- Na pewno wiesz, dlaczego dałem ci akurat takie ubrania... - powiedział brunet, sadzając go na łóżku i rozczesując mu włosy. Potem wyciągnął suszarkę i zaczął je suszyć. - Dzisiaj nie unikniesz seksu, nawet nie próbuj. Pan zawsze robi to pierwszego dnia - wyjaśnił. Aki kiwnął głową, na znak że rozumie.
- Ale innym razem będę mógł powiedzieć, że się źle czuję?
- Tak, ale nie nadużywaj tego. Jak będziesz tak mówił często, pan domyśli się o co chodzi i nie odpuści ci już nigdy. Tak mi się przynajmniej wydaje, nie spotkałem się z tym - przyznał. - Zdejmij jeszcze na chwilę szlafrok, wetrzesz ten krem w skórę, ładnie pachnie - dodał, podając mu małe pudełeczko. - Nie wiem czy powinienem ci mówić, ale jak pewnie zauważyłeś, lubię trochę poplotkować i wiedzieć co się dzieje, chociaż ta historia tyczy się akurat mnie - kontynuował z lekkim uśmiechem, patrząc jak chłopak wykonuje powierzone mu zadanie. - Pamiętasz jak mówiłem ci o tym, że wcześniej używałem wosku? To wygląda tak, że przez jakieś dwa tygodnie skóra jest gładka, ale potem trzeba czekać kolejne dwa, a czasem więcej, żeby włoski odrosły i dopiero wtedy można dokonać zabiegu jeszcze raz. Dzięki temu w trakcie czekania nie musiałem spotykać się z panem. Mówiłem mu, że chcę dla niego wyglądać idealnie i dlatego robię to w ten sposób. W dodatku raz widział, jak używałem wosku, więc wierzył, że się dla niego poświęcam. Dzięki temu wiedziałem, kiedy najprawdopodobniej będę mógł uniknąć seksu. Nie miałem do końca pewności, bo czasem kiedy pan był zły i akurat wpadałem na niego pierwszy, obchodziło go tylko to, żeby się wyżyć. No ale wracając do tematu, pan wymyślił, że mógłby zabrać mnie na depilację laserową, żebym mógł być dostępny przez cały czas, więc teraz właśnie tak jest. Ale wcale nie narzekam, pan nie chce mnie widzieć tak często, jak się spodziewałem i nie muszę depilować się już tym okropnym woskiem. 
- Cały czas nazywasz go panem... znasz jego prawdziwe imię? - zapytał Aki, okrywając się z powrotem szlafrokiem.
- Tak, ale wymaga nazywania go w ten sposób. Katsuo, tak ma na imię. A jego nazwisko to Miyamoto. Katsuo Miyamoto. Ale nie mów mu, że wiesz. Tak samo nie wspominaj o tym, co powiedziałem ci wcześniej - uśmiechnął się delikatnie i wstał. - W sumie to jesteś już gotowy. Chcesz iść czy poczekamy jeszcze trochę?
- Chyba wolę mieć to za sobą, chciałbym już pójść spać - przyznał szatyn i także wstał.
- To chodź, zaprowadzę cię - Dinesh wyszedł z pokoju i skierował się korytarzem w lewo, mijając liczne ścienne ozdoby. 
W końcu dotarli przed sypialnię Katsuo, lekko uchylone, ciemne drzwi ukazywały fragment pomieszczenia urządzonego w jasnych kolorach. Aki wszedł niepewnie do środka i zastał swojego pana siedzącego za biurkiem. Po chwili drzwi się za nim zamknięty i został z gangsterem sam na sam.

13 komentarzy:

  1. ciekawy początek ... czekam na next i pozdrawiam :)

    ~Ruda

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie. ..podejrzewam że blog jest przeniesiony ale i tak się ciesze na dalszą historie jednak Dinesh nie przypadł mi do gustu XD

    Czekam na ciąg dalszy pozdrawiam : )

    ~szydelko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O co chodzi z tym przeniesionym blogiem...?
      Mam nadzieję, że polubisz Dinesha, teraz będzie jedną z głównych postaci ;)

      Usuń
  3. No bo wcześniej był tej blog tylko pod inną nazwą właśnie o Yukim ,Akim i Ryu ale teraz zaczęłaś nową historie a tamto chyba zostało przerwane.Ale cieszę się na nową historie ni i mam nadzieje ze nowa notka będzie szybko.

    pozdrawiam :)

    szydelko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie, to jest kontynuacja tamtego. Po prostu Aki został sprzedany, a nowy blog jest ze względu na szatę graficzną i inny tytuł.

      Usuń
    2. A no to bardzo się ciesze że kontynuujesz no i liczę ze Yuki czasem odwiedzi Akiego i jego nowego pana.

      ~szydelko

      Usuń
  4. Nawet Yuki sie nie pozegnal z Akim :( , mam nadzieje, ze Ryu go odwiedzi kiedys :(
    Nowy wlasciciel... Juz go nie lubie. Niby taki fajny, a z tego co opowiadal Dinesh to zwykly tyran.
    Licze na to, ze nie bedzie zbyt surowy dla Akiego ^ ^
    Pozdrawiam



    Damiann

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy następny rozdział? czekam z niecierpliwością i pozdrawiam :)

    ~Ruda

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogę dostać linia do poprzedniego błota?

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się bardzo ciekawie :)
    Z przyjemnością biorę się za czytanie kolejnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,
    Aki został sprzedany, mam nadzieję, ze nie będzie wpakowywał się w kłopoty i próbował uciekać, ciekawe czy Katsumo wie, że Yuuki jest wampirem, może kiedyś spotka się z Ryu, buu... Yuuki nawet się nie pożegnał....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń